2018-07-06

Rozdział piętnasty

Blanka
W pierwszej kolejności z moich ust wydobył się zbolały jęk, gdy światło padło na moją twarz. Dopiero po chwili uniosłam dłoń do oczu, chcąc je przysłonić, i skrzywiłam się, bo tępy ból zaczął pulsować w moich skroniach, żeby po kilku sekundach objąć całą czaszkę.
Z trudem przekręciłam się na drugi bok i zamarłam. Szeroko otwarta szafa była mi zupełnie obca, zresztą jak całe pomieszczenie, po którym ostrożnie wodziłam zamglonym wzrokiem. Zdecydowanie nie znałam tego pokoju, a unoszący się w nim zapach – nie licząc smrodu, którego źródło stanowiła moja osoba – należał do mężczyzny. Jednak nieważne, jak bardzo się starałam – nie potrafiłam sobie przypomnieć wydarzeń z poprzedniego wieczoru.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej, a gdy kołdra zsunęła się z mojego ciała, zauważyłam, że miałam na sobie tylko bieliznę. Moje serce zamarło, a umysł gorączkowo szukał logicznego wyjaśnienia tej sytuacji, lecz na próżno, bo wciąż wpadał w bezkresną otchłań. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to że nie czułam bólu na ciele; tylko w głowie mi huczało, ale to za sprawą kaca, do którego przecież mogłam już przywyknąć.
Chciałam przełknąć ślinę, ale znów tylko się skrzywiłam. Język wysechł mi na wiór, a usta miałam pomarszczone i popękane. Na domiar złego nie dostrzegłam w zasięgu ręki ani kropli wody.
Zmrużyłam gwałtownie oczy i syknęłam, bo z rozpędu odwróciłam głowę w stronę okien. Mimo że ktoś je zasłonił żaluzjami, to i tak gdzieniegdzie przebijały się promienie słońca.
Zsunęłam stopy na podłogę, po czym podźwignęłam się do pionu. Chwilę zajęło mi utrzymanie równowagi, ale gdy już zapanowałam nad swoim ciałem, ruszyłam w stronę drzwi. Zanim jednak wyszłam, zatrzymałam się obok szafy i poczęstowałam się koszulką, która była na tyle długa, że zakrywała mi tyłek.
Mocno zacisnęłam powieki, bo zalane jasnym światłem pomieszczenie sprawiało fizyczny ból. Przez kilka minut stałam w miejscu, oddychając głęboko i powstrzymując napływające raz za razem fale mdłości. W końcu, gdy mój żołądek przestał wywijać koziołki, postąpiłam kilka kroków naprzód, ale znów się zatrzymałam. To pomieszczenie poznałam.
Automatycznie mój wzrok powędrował do narożnika, na którym spał mężczyzna. Kolejny raz starałam się sobie przypomnieć cokolwiek, jednak z tak samo mizernym skutkiem jak poprzednio.
Wsadziłam palce w moje włosy z zamiarem ich przeczesania, ale były na tyle posklejane, że co najwyżej mogłam je sobie powyrywać. Zrezygnowana uwolniłam swoją dłoń i po prostu założyłam pasma za uszy.
Rozglądałam się gorączkowo po salonie, ignorując ból głowy i światłowstręt, a nawet tą irytującą suchość w ustach z nadzieją, że odnajdę ubrania i zniknę, nim Jared się zbudzi – nic bardziej mylnego. Mężczyzna jakby wyczuł moją obecność, ziewnął przeciągle i podniósł się na rękach, wbijając we mnie nieodgadnione spojrzenie.
Obudziłaś się – stwierdził rzecz oczywistą niezbyt przyjemnym tonem, a moje ciało pokryła gęsia skórka. Uniósł jedną brew, przenosząc wzrok z mojej twarzy na jego koszulkę. Odruchowo objęłam się rękoma i spuściłam zawstydzona głowę. – Jak się czujesz?
W porządku – wyszeptałam, nadal wpatrując się we własne stopy.
Nie kłam – odparł spokojnie, a po chwili zaśmiał się, ale nie było w tym krzty wesołości. – Wyglądasz, jakby cię śmieciarka przejechała i czuję cię aż stąd. Zresztą patrząc na to, ile wczoraj wypiłaś... – zamilkł. Usłyszałam ciężkie westchnienie i kroki. Wstrzymałam oddech, gdy stanął naprzeciw mnie. – Więc jak się czujesz? Tak naprawdę?
Okropnie – wyszeptałam znów, odważywszy się tym razem spojrzeć mu w oczy.
Jared skinął tylko głową, jakby właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał od początku. Wpatrywał się we mnie bez mrugnięcia, a ja miałam szczerą ochotę zapaść się pod ziemię, ale jak na złość tkwiłam w rzeczywistości, a nie we śnie.
Pamiętasz coś? – zapytał, mrużąc przy tym delikatnie oczy i chwytając za posklejane pasma moich włosów.
W pierwszym odruchu otworzyłam usta, żeby mu odpowiedzieć, ale od razu je zamknęłam. W głowie wciąż miałam pustkę przeplataną tępym bólem, a męski zapach, który raz po raz docierał do moich nozdrzy, wzbudzał mdłości.
Nie – odpowiedziałam w końcu, a na moje policzki jak nic wypłynął rumieniec wstydu. Pociągnęłam nosem i otarłam wilgotne oczy, dopiero zdając sobie sprawę, że wezbrały w nich łzy. – Nie pamiętam niczego od momentu wejścia do baru.
Jakoś niespecjalnie mnie to dziwi – odparł z kolejnym ciężkim westchnieniem. Puściwszy moje włosy, odszedł w stronę aneksu kuchennego, gdzie z górnej szafki wyciągnął wysoką szklankę. Odstawił szkło na blat, a dłonie oparł płasko po obu jego stronach i znów wbił we mnie wzrok, z którego nic nie potrafiłam odczytać. – Będziesz tak stać?
Z opóźnieniem ruszyłam ku Jaredowi, starając się unikać jego spojrzenia. W ogóle starałam się na niego nie patrzeć, bo pomimo kaca czułam się skrępowana tym, że miał na sobie jedynie bokserki. Jemu zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać, zresztą tak samo jak to, że ja założyłam jego koszulkę bez pytania.
Gdy tylko dotarłam do wysepki i przysiadłam na wysokim taborecie, on odwrócił się, po czym z innej szafki wyciągnął plastikowy koszyczek. Przeglądał jego zawartość w skupieniu, co jakiś czas zerkając na mnie, aż w końcu odnalazł to, czego szukał. Obok szklanki postawił więc plastikową tubę z witaminą C do rozpuszczenia, a resztę schował.
Na samą myśl, że miałam to wypić, żołądek podszedł mi do gardła. Przycisnąwszy dłoń do ust, zerwałam się ze stołka i w panice rozglądałam się dookoła z nadzieją, że zdążę do łazienki, nim zarzygam podłogę, tylko że nie wiedziałam, gdzie ona się znajdowała.
Z pomocą przybył Jared, który chwycił mnie za łokieć i pociągnął w stronę przejścia, które podczas mojego wcześniejszego pobytu w mieszkaniu mężczyzny zupełnie zignorowałam.
Dosłownie w ostatniej chwili padłam na kolana nad sedesem. Zacisnęłam palce na porcelanie, gdy moich ciałem wstrząsały kolejne torsje przeplatane kaszlem, a z oczu znów leciały łzy. Momentalnie zrobiło mi się zimno i zaczęłam się trząść. Poprawiłam się na dywaniku, gdy mój żołądek się nieco uspokoił, choć nie odważyłam się wstać.
Lepiej? – zapytał mężczyzna obok mnie, zbierając kilka kosmyków moich włosów, które wysmyknęły mu się z dłoni. Nie mając siły mu odpowiedzieć, tylko skinęłam nieznacznie głową i zacisnęłam powieki, pod którymi poczułam pieczenie. Gdy znów się odezwał, nie słyszałam już w jego głosie ani jednej nuty troski. – W porządku. Powinnaś się ogarnąć i coś wypić, zjeść.
Nie... – wydusiłam z siebie z ledwością, a w zamian on prychnął.
Dziewczyno, rzygałaś wczoraj, rzygasz teraz. – Czułam, że się we mnie wpatruje, ale nie miałam odwagi, aby również na niego spojrzeć. – Brakuje, żebyś padła mi tu przez odwodnienie. Widziałaś siebie w lusterku? Śmierć lepiej wygląda niż ty.
Nie odpowiedziałam, bo po co? Doskonale zdawałam sobie sprawę, co się ze mną działo przez ostatnie tygodnie – wiedziałam, ile schudłam i jaki odcień miała moja skóra, którą dodatkowo zdobiły sińce i zadrapania.
Skrzywiłam się, gdy wciągając powietrze nosem, poczułam kwaśny smród, który wydobywał się z wnętrza sedesu. Nawet nie sprawdzałam, czy przypadkiem nie pozbyłam się żołądka, tylko po omacku odnalazłam spłuczkę i ją nacisnęłam.
Z cichym westchnieniem oparłam rękę o porcelanową krawędź, a na niej głowę, i zamknęłam oczy. Przez kilka sekund poczułam się lepiej. W pomieszczeniu panowała cisza, światło nie kuło, nawet ból głowy jakby ustąpił.
Gdy Jared wypuścił powietrze zirytowany i puścił moje włosy, dotarło do mnie, że cały czas czekał na jakąś odpowiedź albo chociaż reakcję. Znów poczułam się fatalnie, bo przecież on się mną zajął, choć wcale nie musiał tego robić. Mógł mnie zostawić tam, gdzie mnie znalazł i nie miałby problemu.
Przepraszam... – wyszeptałam, prostując się i spoglądając na bruneta, który szukał właśnie czegoś w szafce pod zlewem.
Końcówka od elektrycznej powinna wystarczyć. – Wyciągnął w moją stronę dłoń, w której trzymał nową szczoteczkę, ale tym razem nie patrzył na mnie, ale gdzieś ponad mną. – Na koszu znajdziesz czyste ręczniki, a na wannie szampon i żel.
Jared posłał mi krótkie spojrzenie i niemal wcisnął w rękę szczoteczkę, po czym wyszedł, a mnie znów zachciało się płakać. Był na mnie zły, a świadomość tego wcale nie pomagała, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej przytłaczała.
Otarłam policzki, po których zdążyły już spłynąć pierwsze łzy, i podniosłam się na nogi. Przez kilka chwil przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze szafki, która wisiała nad umywalką i musiałam Jaredowi przyznać rację – wyglądałam, jakbym zderzyła się ze śmieciarką, a mój obecny zapach tylko to podkreślał... Chyba tak źle jeszcze nie było... Na noc zawsze wracałam do domu siostry o własnych siłach, choć w różnym stanie, jednak ani razu nie urwał mi się film.
Odepchnąwszy od siebie myśli, skupiłam się na doprowadzeniu siebie do względnego porządku. Umyłam twarz, kilka razy zęby, choć nadal czułam nieprzyjemny posmak w ustach, aż w końcu, ściągnąwszy z siebie koszulkę i bieliznę, weszłam do wanny. Włosy musiałam umyć dwa razy, żeby zmyć z nich wymiociny, a oczyma wyobraźni zobaczyłam Jareda, który podszedł do mnie i chwycił w dłoń posklejane pasma... Czułam, jak zaczynam się czerwienić...
Pospiesznie zakończyłam kąpiel i wyszłam z wanny. Dokładnie wytarłam każdy skrawek ciała, po czym zaczęłam osuszać włosy. Gdy już przestała skapywać z nich woda, znów ubrałam swoją bieliznę i koszulkę Jareda, i z duszą na ramieniu wyszłam z łazienki.
Zmrużyłam oczy, wchodząc do salonu, bo poranne światło nadal sprawiało mi ból. Zamrugałam kilka razy i rozejrzałam się w poszukiwaniu mężczyzny, który, jak się okazało, stał na balkonie oparty o barierkę i palił papierosa. Chyba wyczuł moją obecność, bo spojrzał na mnie przez ramię i, prostując się, wyciągnął jedną rękę w moim kierunku, ale jego wzrok spoczął na trzymanym przeze mnie ręczniku.
Daj.
Posłusznie podeszłam i poddałam mu wilgotny materiał, odwracając przy tym wzrok.
Jared, ja...
Na narożniku masz ubrania – przerwał mi, zgasił papierosa i wszedł do pokoju, pozostawiając drzwi otwarte na oścież. – Na blacie w jednej szklance jest witamina C, a w drugiej aspiryna. Wypij jedno i drugie. Ogarnę się i zrobię śniadanie.
Jared – zaczęłam ponownie, ale zamilkłam, gdy on pokręcił głową, po czym spojrzał mi prosto w oczy.
Nie dyskutuj, dobra? – W jego głosie co prawda nie słyszałam złości czy zdenerwowania, ale i tak nieprzyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa.
Chciałam coś odpowiedzieć, chociaż podziękować, ale zamiast tego nie odezwałam się ani słowem, tylko spuściłam wzrok na swoje bose stopy. Mężczyzna westchnął ciężko, a już po chwili odszedł w stronę przejścia, gdzie mieściła się łazienka.
Ignorując cichy głosik, który wciąż powtarzał, że zasłużyłam na takie traktowanie ze strony Jareda, podeszłam do kanapy, gdzie faktycznie leżały moje ubrania, a w dodatku były czyste, pachnące i złożone w kostkę. Wiele się nie zastanawiając, ściągnęłam męską koszulkę i wciągnęłam przez głowę tą swoją, a następnie spodnie i skarpetki. Od razu zrobiło mi się cieplej, ale wcale nie lepiej. Moje sumienie zaczęło się przebijać przez otępienie spowodowane kacem i z pewnością chciało sprawić, abym czuła się jeszcze gorzej.
Zebrawszy włosy na jedno ramię, podeszłam do wysepki, aby zająć to samo miejsce co wcześniej. Chwyciłam pierwszą szklankę i powąchałam zawartość, na co się lekko skrzywiłam. Zrobiwszy kilka głębszych wdechów, zatkałam nos i wypiłam na raz całość. Gdy odstawiałam szklankę na blat, zaciskałam usta, starając się nie myśleć o ponownie wzbierających mdłościach. W końcu mój żołądek znów się uspokoił, a ja mlasnęłam językiem, na którym wyczuwałam kwaśny posmak.
Z opróżnieniem drugiej szklanki nie było tak łatwo. Mój organizm buntował się przed przyjęciem kolejnej porcji płynów, ale jeszcze zanim Jared wyszedł z łazienki, wypiłam wszystko i po prostu czekałam na niego. Chociaż może bardziej chodziło o to, że i tak nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Co prawda mogłam bez słowa wyjść z mieszkania i wrócić do domu Dahlii, ale moje sumienie na tę myśl podnosiło wrzawę.
Gdy Jared wrócił do kuchni, ja czułam się już nieco lepiej. Tępy ból głowy minął, a jasność panująca w salonie przestała mi przeszkadzać. Jedynie temperatura dawała mi się we znaki, bo raz było mi gorąco, a po chwili drżałam z zimna. Brunet musiał to zauważyć, bo zamknął drzwi balkonowe i przez chwilę znów przyglądał mi się z uwagą.
Chcesz koc? – zapytał w końcu, wracając i zabierając szklanki z blatu.
Nie – powiedziałam cicho, odwracając wzrok gdzieś w bok, byle na niego nie patrzeć.
Znów jesteś strasznie blada. – Podszedł jakby nigdy nic i przyłożył mi dłoń do czoła, na co się wzdrygnęłam, czego nie zauważył, choć bardziej prawdopodobnym było, że to zignorował. – Chyba masz gorączkę. Dam ci ten koc.
Możesz się ubrać? – zapytałam nieco drżącym głosem, a on stał przede mną i patrzył zaskoczony. Jednak po chwili prychnął, uśmiechając się przy tym z kpiną. – Krępujesz mnie – dodałam jeszcze ciszej, ponownie odwracając wzrok.
Ja cię krępuję – odparł napiętym tonem. – A tamci cię nie krępowali?
Zamknęłam oczy. Zdusiłam rosnącą w gardle gulę. Z całych sił powstrzymywałam łzy, które starały się znaleźć ujście i wypłynąć spod powiek.
Nie miałam pojęcia, jak rzeczywiście długo trwała chwila, gdy on czekał, aż na niego spojrzę i odpowiem, a ja – aż on odpuści, bo zdawało się, że ciągnęła się w nieskończoność. W końcu to ja wygrałam, ale nie poczułam się z tego powodu jakoś lepiej...
Jared poszedł, a ja nie ruszyłam się nawet o milimetr. Tkwiłam w oczekiwaniu na jego powrót i kontynuację... sama nie wiedziałam czego, jednak zrozumiałam, że on nie był na mnie zły – on miał do mnie żal, a przecież wiedziałam, że nie dawał za wygraną.
Podskoczyłam na stołku, czując, jak coś opada na moje ramiona. Chwilę mi zajęło, żeby zrozumieć, że brunet okrył mnie kocem.
Dziękuję. – Chwyciłam krawędzie materiału i przyciągnęłam do siebie, aby szczelniej do mnie przylegał. Ukradkiem spojrzałam na mężczyznę, a jeden kącik moich ust nieznacznie drgnął ku górze.
Chleb mam wczorajszy – rzucił, nie odwracając się w moją stronę, ale mimo tego wiedziałam, że pytał, co chciałam zjeść. Problem polegał jednak na tym, że w moim żołądku nadal panował Armagedon po wypiciu pół litra płynów. Jared otworzył drzwi lodówki i wzrokiem przebiegł po półkach. – Ser, szynka, dżem porzeczkowy... sałata i pomidor w twoim stanie raczej nie jest dobrym pomysłem... ale mam jajka... Mogę zrobić ci jajecznicę.
Odwrócił twarz w moim kierunku, a nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy miały ładny, ciepły odcień czekolady. Daniel też miał takie, ale w nich zawsze gościł chłód, gdy na mnie patrzył, a w tych Jareda tego nie widziałam... I znów poczułam się okropnie...
Nadal mi niedobrze. – Pokręciłam delikatnie głową, zaciskając przy tym na moment usta. – Nie ma sensu, żebyś się trudził, a i tak nie zjem.
Ale ja jestem głodny – odparł i wyciągnął z lodówki kilka produktów, które położył na blacie jednej z kuchennych szafek. Następnie nalał do czajnika wody i postawił go na bazie. – Który to już raz?
Zaskoczona pytaniem podniosłam głowę, ale tym razem nie napotkałam jego wzroku, bo nadal stał do mnie tyłem i coś kroił.
Nie rozumiem – powiedziałam zgodnie z prawdą, na co on westchnął ciężko i zerknął na mnie przez ramię.
Który to już raz upiłaś się praktycznie do nieprzytomności – wyjaśnił i wrócił do szykowania śniadania.
Pierwszy – wyszeptałam zawstydzona, zaciskając palce na kocu.
To byli twoi znajomi? – Wyraźnie usłyszałam napięcie w jego głosie, co powstrzymało mnie od natychmiastowej odpowiedzi, a w mojej głowie pojawił się obraz porannej kawy z Danielem, gdy zaczął ze mną rozmowę w podobny sposób – niby przyjaźnie, ale tak naprawdę atakując. Tu nieważna była odpowiedź, bo Jared już swoją ustalił.
Można tak powiedzieć – odparłam zrezygnowana. – Nie znamy się długo.
Nie znacie się długo – powtórzył, odkładając nóż. Odwrócił się w moją stronę i, krzyżując ręce na piersi, oparł się plecami o szafkę. – Mimo że nie znasz ich długo, to się schlałaś. Przecież byłaś w takim stanie, że mogli zrobić z tobą wszystko... – Z każdym kolejnym słowem mniej panował nad sobą, a napięty głos stawał się coraz głośniejszy. – Ich było czterech... Z jednym byś sobie nie poradziła, a co dopiero z wszystkimi. Mogli cię pieprzyć, a ty nawet tego nie pamiętasz! Mogli poderżnąć ci gardło! Mogli, do kurwy, zrobić dosłownie wszystko!
Wpatrywałam się z otwartymi ustami w poczerwieniałą twarz Jareda, a mój mózg próbował przyswoić i zrozumieć jego słowa, a raczej ten wybuch. Ani razu nie pomyślałam w ten sposób. Nie czułam się zagrożona, przebywając z paczką Tomiego, bo dlaczego mieliby mnie skrzywdzić?
Ja... – zaczęłam, ale się zacięłam. Co niby miałam mu powiedzieć, prawdę? Wypuściłam powietrze przez usta, potrząsając jednocześnie głową i wstając. – Lepiej już pójdę.
Nie. – Odepchnął się od szafki i oparł dłonie o blat wysepki, pochylając się przy tym w moją stronę. Jego głos, mimo że nadal lekko drgał, był znacznie spokojniejszy. – Będziesz siedzieć tu tak długo, aż kac ci przejdzie. A jak stwierdzę, że już jest z tobą lepiej, to sam cię odwiozę.
Dlaczego? – zapytałam jeszcze bardziej zszokowana. – Jesteś na mnie wściekły, a moja obecność najwyraźniej tą wściekłość tylko podsyca.
Nie jestem wściekły – odparł i ruszył w stronę balkonu.
Okryłam się szczelniej kocem i poszłam za Jaredem, choć ostatecznie i tak zostałam w salonie. Przypatrywałam się, gdy wyciągnął drżącą dłonią papierosa i włożył go do ust, a już po chwili wydobył się spomiędzy nich obłok dymu. Palił w milczeniu, rozglądając się po krajobrazie miasta.
Jared... – Wypowiadając jego imię, oparłam się o otwarte drzwi balkonowe, a on spojrzał na mnie z ukosa, po czym spuścił głowę i znów zacisnął wargi na papierosie.
Wystraszyłem się – powiedział cicho, wolną dłonią pocierając kark. – Wizja tego, co mogło się z tobą stać, cholernie mnie wystraszyła.
Przepraszam.
Już to mówiłaś. – Uśmiechnął się półgębkiem i dokończył papierosa. Zagasiwszy niedopałek w popielniczce, zwrócił na mnie spojrzenie. – Dlaczego piłaś z ludźmi, których praktycznie nie znasz?
Bo byli pod ręką... – odparłam zupełnie szczerze, wzruszając przy tym ramionami. Jareda musiało to zaskoczyć, bo jego oczy znacznie się rozszerzyły, a przede wszystkim nic nie powiedział. Spojrzałam w stronę kuchni, gdzie czajnik właśnie dał znać, że woda się zagotowała, a ja znów zwróciłam się do bruneta. – Zrobisz mi herbaty?
Kiwnął tylko na „tak” i wszedł do salonu. Odsunęłam się, aby mógł zamknąć drzwi, a jego zapach uderzył w moje nozdrza. Spodziewałam się, że mój żołądek zacznie wariować i będę musiała znów biec do łazienki, ale nic takiego się nie wydarzyło, co przyjęłam z ulgą.
Znów siedziałam na wysokim taborecie, wpatrując się w plecy Jareda, ale tym razem w dłoniach trzymałam kubek. Wciąż wstrząsały mną dreszcze, ale dzięki kocowi i ciepłej herbacie zdarzały się one rzadziej.
Gdy mężczyzna postawił przede mną talerz z parującą jajecznicą, tylko zmarszczyłam nos. Ten zapach nie był tak zachęcający i mój żołądek jednak wywinął koziołka. Zrobiłam kilka głębszych wdechów i chwyciłam za widelec, bo wiedziałam, że Jared mi nie odpuści.
Siedzieliśmy więc ramię w ramię i jedliśmy. W sumie to on jadł, a ja starałam się coś przełknąć, co przychodziło mi z trudem. Moja jajecznica zdążyła dawno wystygnąć, a nie zjadłam nawet jednej czwartej tego, co mi nałożył. W końcu się nade mną zlitował i zabrał talerz.
Wyglądasz trochę lepiej – mówiąc to, przechylił delikatnie głowę na bok i przeciągnął palcami między włosami, nieco je przygładzając. – Nabrałaś kolorów.
Lepiej się czuję. – Skinęłam dodatkowo głową i podciągnęłam koc na ramiona. – Ale nadal mi zimno.
To pewnie ze zmęczenia. – Jared wyrzucił resztki do kosza, a talerze włożył do zlewu i chwycił za gąbkę. – Połóż się i prześpij. Ja muszę jeszcze wyprać pościel i sprzątnąć samochód.
Zarzygałam ci auto? – zapytałam słabo, mając znów ochotę zapaść się pod ziemię.
Nie – odparł, a gdy spojrzał na mnie przez ramię, zauważyłam, że na jego ustach błąkał się lekki uśmiech. – Zarzygałaś buty policjantowi i trochę siebie, po czym to, co miałaś na włosach i ciuchach, przeniosłaś na moją tylną kanapę, ale w samochodzie nie wymiotowałaś.
Cała krew jak nic odpłynęła z mojej twarzy, gdy wpatrywałam się przerażona usłyszanymi słowami w Jareda. Zamrugałam kilkukrotnie, oblizując bezwiednie usta, a mój umysł pracował na najwyższych obrotach, starając się wrócić do wydarzeń z poprzedniego wieczora, jednak bez skutku.
A skąd policja? – wydusiłam w końcu z siebie, wstrzymując zaraz po tym oddech.
Jak wracaliśmy, to mnie zatrzymali. Niby rutynowa kontrola. – Ramiona mężczyzny powędrowały w górę i w dół, ale niestety nie wiedziałam wyrazu jego twarzy, bo właśnie stał nad zlewem i zmywał naczynia. – Ten jeden osioł cię obudził, no i zrzygałaś się na niego.
Nie pamiętam...
Koleś sam był sobie winien. – Chwycił z haczyka przytwierdzonego do ściany między górnymi a dolnymi szafkami ręcznik kuchenny, i wycierając w niego dłonie, odwrócił się do mnie przodem. – Ostrzegałem, żeby cię nie budził, ale wiedział lepiej.
Nie wiem, co mam powiedzieć... – Spuściłam głowę, a wstyd wypełniał każdą komórkę w moim ciele.
Nic nie mów, tylko się prześpij. Dobrze ci to zrobi. – Odwiesił ręcznik i popatrzył na mnie wymownie, gdy nie ruszyłam się z miejsca. – No co tak siedzisz?
Wolałabym ci pomóc. W jakiś sposób się odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobiłeś. – Podniosłam na niego wzrok, ale i tym razem niczego nie potrafiłam wyczytać z jego twarzy.
A ja jednak wolałbym, żebyś odpoczęła. – Podszedł i, chwytając mnie za ramiona, ściągnął ze stołka. Lekko popchnął mnie w stronę narożnika, w którego stronę ulegle ruszyłam, po czym podszedł do okien i zaciągnął na nich żaluzje. – A odwdzięczysz się, jeśli później ze mną szczerze porozmawiasz.
Przygryzłam dolną wargę, gdy patrzył na mnie wyczekująco. Miałam ochotę roześmiać się histerycznie, ale nie zrobiłam tego tylko dlatego, że nie było w tym nic zabawnego. Szczerość w tym przypadku miała pojęcie względne – dla nas obojga oznaczała coś innego. Gdybym powiedziała mu prawdę, uznałby ją za kłamstwo, a gdybym powiedziała coś, w co by uwierzył, wtedy bym skłamała. Ale on naprawdę zasługiwał na szczerość z mojej strony... Uratował mnie i to drugi raz...
W porządku – powiedziałam w końcu, a on się lekko uśmiechnął.
Położyłam się na narożniku, tam gdzie wcześniej spał Jared, bo ja zajmowałam jego sypialnię. Na poduszce wyraźnie czułam jego zapach, co sprawiło tylko tyle, że mocniej wtuliłam w nią głowę. Ufałam mu, choć był zupełnie dla mnie obcy i to przecież ten mężczyzna mógł okazać się niebezpieczny. Jednak wiedziałam, że właśnie on nigdy by mnie nie skrzywdził. Nie potrafiłam stwierdzić, skąd takie przekonanie u mnie, ale nie miało to większego znaczenia, bo on sprawiał, że czułam się dobrze, normalnie.
Nim się zorientowałam, zupełnie odpłynęłam. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów sen nie przyniósł ze sobą strachu ani zdenerwowania, tylko odprężenie i niebywały spokój. Nie śniłam o ciemności, o korytarzach kończących się drzwiami zamkniętymi na klucz, za którymi coś było uwięzione; coś, czego nie mogłam dojrzeć, gdy spoglądałam przez niewielki, zakratowany otwór. Tym razem w ogóle nie śniłam. Odcięłam się zupełnie od zmartwień i własnego szaleństwa.
Nie miałam pojęcia, ile trwał ten błogi dla mnie stan, ale coś sprawiło, że się wzdrygnęłam i gwałtownie usiadłam.
Poruszyłam się niespokojnie i zamrugałam kilkukrotnie. Rozglądałam się po pomieszczeniu, próbując namierzyć źródło mojego niepokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej w chwili, gdy do pokoju wszedł Jared, a serce, które tłukło się w mojej klatce piersiowej, zwolniło.
Obudziłem cię – rzucił, krzywiąc się przy tym lekko.
Chyba drzwi... – przerwałam, próbując stłumić ziewnięcie. – Trzasnęły.
Przeciąg. Zostawiłem w sypialni otwarte okno, żeby się wywietrzyło. – Rzucił kluczyki na blat szafki, a następnie wstawił wodę w czajniku.
Która godzina? – Przetarłam twarz, znów ziewając.
Dochodzi trzecia – odparł, zajęty szykowaniem kubków. – Wypadałoby zjeść jakiś obiad.
Powinnam wracać – odpowiedziałam, wstając z kanapy, i zaczęłam składać brązowy materiał, pod którym spałam.
Już o tym rozmawialiśmy. – Podszedł do narożnika i zabrał z niego poduszkę, a z moich rąk koc, po czym podał mi jakąś ulotkę. – Wybierz, co chcesz. Szybciej przywiozą, niż ja coś ugotuję.
Stałam z kartką papieru w dłoni, odprowadzając wzrokiem Jareda, aż nie zniknął za drzwiami do sypialni. Wypuściłam ostrożnie powietrze przez usta, a zdenerwowanie powoli rozchodziło się po moim ciele. Naprawdę miałam nadzieję, że on zapomni, ale kogo chciałam oszukać? Tylko siebie...
Odłożyłam ulotkę na ławę i ruszyłam do łazienki. Na moje szczęście końcówka od szczoteczki elektrycznej, którą rano dostałam, nadal znajdowała się na umywalce, więc wyszorowałam zęby. Z zadowoleniem przyjęłam, że nieprzyjemny posmak zupełnie zniknął, zastąpiony przez słodką miętę.
Gdy wróciłam do salonu, Jared siedział na narożniku i najwyraźniej na mnie czekał, bo jedną dłonią bawił się komórką, a w drugiej trzymał menu knajpy.
To co wybrałaś? – Zerknął na mnie znad oparcia, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami.
Nie chce mi się jakoś jeść.
Jak ty jesteś uparta – rzucił pod nosem i skierował wzrok na ulotkę. – To za ostre... Zieleniny lepiej nie... Wolisz kurczaka czy wołowinę?
Nie ma znaczenia. – Usiadłam, po czym sięgnęłam po kubek z herbatą, który już stał na ławie.
To może wołowina z ryżem? – Przysunął się do mnie i wskazał ósmą pozycję na liście. – Nie ma żadnego ciężkiego sosu i ostrych przypraw.
Skinęłam tylko w odpowiedzi, a on, wstając, wybierał numer. Przysłuchiwałam się, jak składał zamówienie i wymieniał kilka zdań z rozmówcą, w ogóle niezwiązanych z tematem jedzenia.
Znają cię tam? – zapytałam, gdy Jared znalazł się z powrotem w zasięgu mojego wzroku.
Aż tak to słychać? – Uśmiechnął się półgębkiem i przytaknął. – Knajpa kumpla i akurat on odebrał. Za pół godziny przywiozą. – Przyglądał mi się przez chwilę z uwagą, a przede wszystkim z powagą. – Więc jak to, Blanka, z tobą jest? Hmm? Raz spotykam cię ubabraną kolorową farbą i z diademem we włosach, a innym razem upitą i śmierdzącą wódką.
Spojrzałam na niego, ale natychmiast odwróciłam wzrok. Moje policzki zrobiły się czerwone, a oddychanie jakby stało się trudniejsze niż dotąd. Odstawiwszy kubek na ławę, podciągnęłam kolana do piersi.
Szczerość... Zgodziłam się na szczerość...
Mam... pewne problemy – odpowiedziałam po chwili, przygryzając wewnętrzną stronę dolnej wargi.
Związane z... twoją chorobą?
Początkowo nie zwróciłam uwagi na jego zacięcie się przy tym z pozoru błahym pytaniu. Nawet nie do końca je zrozumiałam, przynajmniej nie od razu. Dopiero po kilku chwilach odpowiednie trybiki w moim mózgu zadziałały i dostałam olśnienia, aż się zapowietrzyłam.
Wiesz, że byłam w psychiatryku? – wyszeptałam z przerażeniem, po czym przełknęłam głośno ślinę. – Od kiedy?
Dowiedziałem się na urodzinach Emmy. – Wzruszył lekko ramionami, jakby to dla niego nie miało żadnego znaczenia.
Dahlia czy Daniel?
Ciotka Liza. – Jared uśmiechnął się szeroko, ale mi jakoś nie było do śmiechu. Próbowałam sobie przypomnieć, jak wyglądał tamten dzień i kiedy mógł się dowiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafiłam. A on jakby czytał mi w myślach, kontynuował. – Gdy poszedłem za tobą do kuchni, już wiedziałem.
Zamrugałam zaskoczona. Nie sądziłam, że będzie chciał ze mną rozmawiać, gdy dowie się o mojej przeszłości, a on jednak nie patrzył na mnie jak na dziwadło z cyrku. Przynajmniej jeszcze nie...
Nie miałam pojęcia, że ktoś prócz Dahli i Daniela wie – wyznałam, zdając sobie dopiero sprawę, jaką naiwnością kierowałam się, myśląc w ten sposób.
O mnie na pewno też wiesz, prawda? – Uśmiechnął się w niemal pobłażliwy sposób, gdy skinęłam z wolna głową, i sięgnął po swoją herbatę. – Ludzie uwielbiają dzielić się takimi sprawami, zwłaszcza jeśli to bezpośrednio nie dotyczy ich życia.
Oddychałam ciężko, analizując tę krótką wymianę zdań. Z jednej strony poczułam ulgę, jednak z drugiej jakby głaz spadł mi na serce i próbował je zmiażdżyć. Jak teraz miałam mu niby powiedzieć, że te lata w szpitalu nic nie dały i nadal widziałam potwory? Dlaczego, do cholery, nie potrafiłam go okłamać?
Wzdrygnęłam się, gdy ciszę przerwał dźwięk telefonu Jareda. Mężczyzna uśmiechnął się tylko przepraszająco i, odchodząc, odebrał.
Wpatrywałam się tępo w swoje dłonie i starałam się skupić na sobie, na swoich emocjach. W normalnych okolicznościach byłabym wściekła na Dahlię, bo pozwoliła na to, że ktoś dowiedział się o moim wariactwie, ale tym razem nie czułam złości, nawet takiej przytłumionej przez alkohol. Wypełniało mnie za to przygnębienie wymieszane ze strachem. Zwyczajnie bałam się, że nie poradzę sobie z odrzuceniem przez obcego mi mężczyznę, którego z jakiegoś powodu polubiłam.
Pociągnęłam nosem, uświadamiając sobie, że zaczęłam płakać. Otarłam szybko policzki i starałam się opanować szloch, który próbował wydostać się z moich ust, zagryzając wargi.
Do moich uszu dobiegło pukanie do drzwi, a po nim kroki. Spojrzałam przez ramię w stronę korytarzyka, gdzie udał się Jared. Przywitał się z kimś, przez chwilę rozmawiali, nawet się śmiał, a następnie drzwi trzasnęły.
Rozpakujesz? – Postawił przezroczystą reklamówkę na ławie, a ja odruchowo przytaknęłam i zabrałam się za rozsupływanie związanych uszek. Wyciągnęłam na blat dwa styropianowe opakowania, których wieczka zdobiły krzywe litery. – To moje, a to dla ciebie.
Jared chwycił za pojemnik z podpisem „mix”, a mi podsunął drugi i podał widelec.
Dziękuję – rzuciłam, w ogóle nie spoglądając na bruneta, jednak on robił coś zupełnie odwrotnego.
Płakałaś – stwierdził, pochylając się tak, żeby mógł zobaczyć moją twarz.
Nie – odparłam i, przywołując na usta słaby uśmiech, podniosłam głowę.
Przecież masz zaczerwienione oczy...
To naprawdę nic. – Chciałam zabrzmieć przekonująco, nawet wydawało mi się, że to się udało, ale mina Jareda mówiła jedno – „kłamiesz”.
Miałaś być ze mną szczera – przypomniał z cichym westchnieniem, może nieco rozczarowany. Jeszcze przez chwilę na mnie patrzył, po czym po prostu zaczął jeść.
Kolejne minuty mijały, a brunet nawet na ułamek sekundy nie podniósł wzroku. Idąc jego śladem, w ciszy spróbowałam tego, co dla mnie zamówił i musiałam przyznać, że mi smakowało. Jednak ja w przeciwieństwie do Jareda zjadłam tylko trochę, bo zwyczajnie więcej nie zmieściłam.
Z wolna odłożyłam widelec, chcąc przeciągnąć moment rozpoczęcia rozmowy, jak najdłużej się tylko dało. Jednocześnie szukałam w sobie tej odwagi, która obudziła się we mnie, gdy choćby stałam naprzeciw detektywa albo postawiłam się dzieciakowi z Limbo. Jednak zdawało się, że zostałam całkowicie sama.
Jared, jesteś jedynym, który traktuje mnie w normalny sposób – zaczęłam cicho, a on w końcu na mnie spojrzał. – Nie jak dziwadło, nie jak figurkę z porcelany... Boję się, że jeśli będę z tobą szczera, to po prostu znikniesz... a nie chcę tego...
Przez drżące wargi wciągnęłam do płuc powietrze, czekając, aż coś powie, ale jak na złość on milczał i po prostu patrzył na mnie. Jego wzrok wędrował po mojej twarzy, a ja powstrzymywałam się, żeby się nie odwrócić. Coś wewnątrz mnie podpowiadało, że właśnie tak powinno być, że muszę wykazać odrobinę cierpliwości.
Sprawdź mnie – odparł w końcu, uśmiechając się lekko, co zapewne miało mnie zachęcić do dalszego mówienia. Niestety on nawet nie mógł podejrzewać, co skrywałam.
Alkohol przytępia zmysły... uczucia... – Przygryzłam na moment wewnętrzną stronę policzka, znów zastanawiając się, jak odpowiednio ubrać myśli w słowa. Nerwowo przeczesałam włosy palcami, po czym zgarnęłam je znów na jedno ramię. Potrząsnęłam głową i wzięłam głęboki wdech, decydując się zacząć inaczej. – Moja mama odebrała sobie życie na moich oczach. Tak ją właśnie pamiętam: z nożem przyciśniętym do gardła...
Blanka... – wtrącił Jared, a w jego oczach widziałam współczucie. – Nie wiedziałem. Przykro mi.
Skinęłam tylko, przymykając powieki, pod którymi na nowo odgrywała się scena śmierci mamy. Zamrugałam i skupiłam wzrok na Jaredzie, aby nie dać się pochłonąć wspomnieniu, choć zdawało się, że tym razem ono było tylko zwykłym obrazem bez emocji, które zabierały oddech.
Wtedy coś zobaczyłam. Czarny dym oplatał ciało mamy, a gdy jej serce przestało bić, on się poruszył... Jakby oderwał się od niej, ale zanim zniknął, spojrzał na mnie czerwonymi oczami... – Ukryłam twarz w dłoniach, chcąc dać sobie chwilę na ponowne zebranie myśli i ewentualny czas na to, żeby Jared mógł mnie wyprosić z mieszkania, ale on po prostu siedział i w skupieniu słuchał. – Od tamtego czasu widuję to codziennie, choć zdaje mi się, że one mnie nie zauważają.
To coś... – Brunet oparł łokcie o kolana i pochylił się lekko w moją stronę. – Widujesz tego więcej niż jedno?
Yhm... Niestety... To zawsze przyczepione jest do ludzi, ale nie rozumiem dlaczego. – Wzruszyłam ramionami i westchnęłam ciężko.
I dlatego byłaś w szpitalu? – Gdy przytaknęłam ruchem głowy, on zmarszczył brwi i podrapał się w zamyśleniu po zarośniętym policzku. – To jednak nadal nie wyjaśnia, dlaczego się upiłaś.
Zamrugałam zdezorientowana. Ja mu opowiadałam o tym, że widzę rzeczy, których nikt inny nie widział, a on się przejmował bardziej tym, że piłam.
Nadal to widuję – odparłam po chwili. – Nawet więcej... W szpitalu dostawałam leki i zdawało się być lepiej. Nadal to widywałam, ale przestałam się tego bać. Gdy Dahlia zabrała mnie stamtąd, a tabletki się skończyły... Wszystko wróciło jeszcze silniejsze...
Więc dlaczego nie poszłaś do lekarza?
Przez ciebie. – Wzruszyłam ramionami, a Jared wpatrywał się we mnie zszokowany. – Dałeś mi nadzieję, że można mnie normalnie traktować. Sądziłam, że jeśli będę dość silna, to uda mi się z tym walczyć.
Ale nie udało się?
Nie. – Westchnęłam ciężko. – Było jeszcze gorzej...
A to na urodzinach Emmy?
Przeniosłam się do innego świata. – Zaśmiałam się, ale Jared nie wyglądał na rozbawionego. Wciąż był poważny i przejęty. Może właśnie dlatego mówiłam dalej, niczego nie ukrywając. – Wtedy coś mnie zaatakowało, jakiś stwór. Nie wszystko pamiętam... Przypominał zwierzę, ale zupełnie mi nieznane. Ale wiem jedno – miał ostre pazury... A później zaczął nawiedzać mnie chłopiec, ale bez oczu. Ma takie dwie czarne dziury... Mówił mi różne rzeczy... Ostatni raz widziałam go w dniu, gdy przyszłam do ciebie.
Widziałaś go tu u mnie? – zapytał ze zdziwieniem w głosie.
Nie. – Potrząsnęłam dodatkowo głową i uśmiechnęłam się delikatnie. – U ciebie czuję się dobrze. Nic nie widzę ani emocje we mnie nie szaleją... Bo prócz tego, że to wszystko mnie prześladuje, to nie panuję nad uczuciami. Zaczęłam nienawidzić Dahlię, choć nie mam pojęcia dlaczego. Wszystko mnie drażni i mam dziwne przeczucia, jakby nienależące do mnie. A to wszystko się nawarstwiało... Do tego Dahlia z Danielem postanowili przeprowadzić ze mną rozmowę. Po tym wyszłam i spotkałam Tomiego i resztę. Tak było łatwiej... Pić z nimi i nie czuć ani nie widzieć dzieciaka z Limbo... Przez kilka tygodni miałam spokój... – wyszeptałam ostatnie słowa, spuszczając głowę.
Mebel wydał z siebie cichy dźwięk, a gdy zerknęłam w bok, Jareda nie było. Zamknęłam oczy, które znów zaczynały piec od łez. Możliwe, że postąpiłam skrajnie naiwnie, opowiadając wszystko brunetowi, ale w jakiś pokręcony sposób pomogło mi to. Mogłam odsunąć się od tego, co mnie dręczyło i spojrzeć na to z boku, aby się przekonać, że znów uciekałam, zamiast stawić temu czoła.
Podskoczyłam wystraszona, gdy mężczyzna usiadł zaraz obok mnie tak, że stykaliśmy się ramionami. Podniosłam na niego wzrok, a on wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą, na zmianę zaciskając i rozluźniając szczękę. Po kilku chwilach odwrócił głowę w moim kierunku.
Mam kumpla, który przechodził przez to samo – zaczął spokojnie, a mi serce niemal podeszło do gardła. – On może ci pomóc sobie z tym poradzić, jeśli tylko zechcesz. I oczywiście jeśli odbierze telefon. – Jared zamachał komórką, a ja dopiero zauważyłam, że trzymał ją w dłoni. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. I nie, żebym nie chciała, tylko po prostu mnie zatkało. – Więc jak?
Chcę – wydusiłam z siebie nadal zaskoczona obrotem sprawy, a on uśmiechnął się ciepło.
Ale mam warunek. – Spoważniał natychmiast, wbijając we mnie spojrzenie. – Przestaniesz się z nimi spotykać i żadnego picia.
Obiecuję – odparłam pospiesznie, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego.
I mam jeszcze jedno pytanie – przerwał, zaciskając usta. Przesunął dłonią po włosach, zaczesując je do tyłu, a ja w jego oczach dostrzegłam obawę. – Twoje sińce i zadrapania... To oni?
Nie... – Uśmiechnęłam się zażenowana. – Często o coś się obijałam... No i wpadłam w tuje...
Jared z wolna skinął głową, a jego ciało, dotąd spięte, nieco się rozluźniło.
To co, odwiozę cię? – zapytał, wstając, a ja za nim. – Będę próbował się dodzwonić, a jak coś ustalę, to się odezwę. W porządku?
W porządku – odparłam spokojna jak nigdy dotąd.

W pierwszej kolejności przepraszam wszystkich, którzy mogli źle zrozumieć moje gadanie pod poprzednim rozdziałem (a mogło być tak, że wszyscy inaczej to odebrali, niż ja chciałam przekazać ^^). Wyjaśnienia pojawią się w kolejnym, bo ten był tym, który mnie od nich dzielił. :3 A cóż na jego temat mogę powiedzieć? Ciężko mi się go pisało. Nie tyle, że sprawiał mi problemy, bo nie wiedziałam co napisać, ale cały czas musiałam się pilnować, żeby nie wyszło mi luźne spotkanie towarzyskie – mam ogromną nadzieję, że to czuć, bo jestem zadowolona z tego rozdziału i nie chciałabym za chwilę przepraszać, że coś spieprzyłam... A w ogóle wyszedł mi on mega długi w porównaniu do poprzednich i w sumie nie wiem czy to dobrze, czy też źle – opinię pozostawiam Wam.
A z tego miejsca pochwalę się, że w końcu jadę na wyczekiwany urlop (od pięciu lat nie miałam takiego porządnego!) i będę się byczyć, jeść kilogramy lodów i spożywać alkohol – a co mi tam. XD Oczywiście nie doprowadzę się do stanu Blanki – tego w moich planach absolutnie nie ma. :3 Więc i wszystkim Wam życzę udanych wakacji – tych dłuższych i krótszych.
No i wracając do rozdziału, to z chęcią poznam Waszą opinię na jego temat, bo po prostu jestem ciekawa, jak Wy go odbieracie. (^_^)
Pozdrawiam cieplutko i do następnego!