2018-02-16

Rozdział jedenasty

Blanka
Wpatrywałam się w czerwoną kropkę na wyświetlaczu komórki, która wskazywała, iż dotarłam na miejsce. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam wzrok na szarą kamienicę. Moje serce przyspieszyło ze zdenerwowania, ale jednak w dole brzucha zatrzepotały motyle skrzydła. Przygryzłam dolną wargę i, rozglądając się po ulicy, przebiegłam na drugą stronę.
Przed wejściem do budynku spojrzałam jeszcze na telefon, który zaczął wibrować w mojej dłoni. Dahlia kolejny raz próbowała się do mnie dodzwonić, ale i tym razem nie zamierzałam odebrać połączenia. Wcisnęłam urządzenie do kieszeni spodni i z zaledwie sekundowym wahaniem pchnęłam drzwi.
Znalazłam się w wąskim korytarzu z mrugającą lampą nad głową. Jej słabe, żółte światło rzucało cienie na zniszczone kafle, które zdobiły nie tylko podłogę, ale i ściany na wysokość około półtora metra. Ich zielonkawy kolor nijak nie komponował się z brudnym brązem farby, która odpadała razem z tynkiem. Całe to otoczenie napawało mnie niezrozumiałym lękiem, który skutecznie zastąpił wcześniejsze zdenerwowanie wymieszane z podnieceniem.
Przełknęłam z trudem ślinę i podeszłam do skrzynek na listy, ale nie znalazłam na nich nazwisk, tylko same cyfry. Cofnęłam się do drzwi z nadzieją, że był tam domofon, który po prostu przeoczyłam, ale okazało się, że go zwyczajnie nie było.
Starałam się sobie przypomnieć, czy w aktach policyjnych prócz numeru budynku widniał również numer mieszkania, ale nie potrafiłam. Miałam w głowie totalną pustkę. Wypuściłam powietrze przez usta, co w żaden sposób mi nie pomogło, tylko jeszcze mocniej zestresowało.
Wzdrygnęłam się, gdy drewniane schody zaskrzypiały. Odwróciłam się w kierunku owego dźwięku, a mój wzrok spoczął na staruszku, który, podtrzymując się balustrady, schodził stopień po stopniu. Z chwilą dotarcia na sam dół podniósł na mnie podejrzliwe spojrzenie.
– Nie znam cię. – Wskazał na mnie drżącą dłonią, mlaskając przy tym kilka razy.
Przyszłam do Jareda Caina, ale nie wiem, które mieszkanie – odparłam niepewnie, a wtedy mężczyzna rozpogodził się.
– Bardzo miły chłopak, uczynny. – Postąpił kilka kroków w moją stronę i ponownie mlasnął. – Mieszka na samej górze.
Skinęłam lekko głową, po czym wyminęłam staruszka. Schody pokonałam niemal biegiem, biorąc po dwa stopnie, a nawet zdarzało się, że po trzy. Piętro trzecie okazało się ostatnim. Tutaj klatka schodowa prezentowała się ciut lepiej – światło nie mrugało, a na ścianie wisiały dwie paprotki, które odciągały wzrok od ohydnego brązu.
Budynek zdecydowanie lepiej prezentował się, gdy stałam na chodniku po drugiej stronie ulicy. Mimo że w środku nie było brudno, a w powietrzu unosił się jakiś kwiatowy zapach, to i tak nie czułam się tutaj dobrze. Może popełniłam błąd, przychodząc?
Zacisnęłam dłonie w pięści, niemal przebijając paznokciami skórę, ale już po chwili wyprostowałam palce. Skoro już tu byłam, to musiałam... chciałam porozmawiać z Jaredem. Stanęłam naprzeciw jedynych drzwi znajdujących się na tym piętrze. Dla pewności odwróciłam się przez ramię, ale tylko upewniłam się, że miejsce, gdzie kiedyś znajdowało się inne wejście, zostało zamurowane.
Zadrżałam mimowolnie, bo nagle zrobiło mi się zimno, a na całym moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Rozejrzałam się w poszukiwaniu... sama nie wiedziałam czego. Chłopca bez oczu? Wściekłego stwora? A może czyjejś duszy tkwiącej w ścianie? Zacisnęłam zęby, gdy wokół mnie jakby zrobiło się ciemniej, a pod skórą poczułam ruch.
Wstrzymując oddech, podeszłam jeszcze bliżej drzwi i zapukałam. Stałam nieruchomo z nadzieją, że za chwilę wszystko wróci do normy, a ja nie przeniosę się do Limbo. Jednak oddychało mi się coraz trudniej, a gdy spojrzałam na swoje ręce, zobaczyłam czarne linie, które przesuwały się leniwie to w jedną, to w drugą stronę i na zmianę powiększały się i zmniejszały.
Nerwowym ruchem naciągnęłam rękawy bluzy na dłonie, gdy usłyszałam szczęk przekręcanego zamka. Poderwałam głowę, a mój wzrok napotkał zaskoczone spojrzenie czekoladowych oczu. Przełknęłam z trudem ślinę, starając się przy tym uśmiechnąć i nieco rozluźnić, co zdecydowanie mi się nie udało.
– Cześć – wychrypiałam niewyraźnie.
Jared przełknął to, co właśnie jadł, po czym wierzchem dłoni otarł usta. Jednak nadal nic nie mówił, tylko się we mnie wpatrywał, aż w końcu spuściłam wzrok. I to był błąd.
W pierwszej chwili zapomniałam, że powinnam oddychać. Gapiłam się z otwartą buzią na półnagiego faceta, a moje policzki robiły się coraz cieplejsze. Zamrugałam już mocno speszona, robiąc niewielki krok w tył.
– Blanka. – W jego głosie usłyszałam wyraźną nutę niepewności, co sprawiło, że znów spojrzałam mu w oczy. – Co tu robisz?
– Emm... – Oblizałam bezwiednie usta, a po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. Włoski na karku stanęły mi dęba, gdy poczułam czyjś oddech na skórze. Nie odważyłam się odwrócić, ale kiedy patrzyłam na Jareda, wiedziałam, że za mną nikt nie stał. – Przyszłam podziękować i przeprosić.
Wpatrywałam się w mężczyznę przede mną, który jakby oceniał, czy powinien mi wierzyć. Nie zdziwiłabym się, gdyby doszedł do wniosku, że lepiej dla niego byłoby zamknąć drzwi i zapomnieć, że w ogóle przyszłam. Jednak on po prostu odsunął się na bok.
– Wejdź.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i, znów spuszczając wzrok, weszłam do mieszkania. Niemal zachłysnęłam się powietrzem, gdy minęłam Jareda. Nie wiedziałam, czy to przez zapach towarzyszący mężczyźnie, czy jednak przez szarpnięcie gdzieś wewnątrz siebie, które mimo wszystko nie wywołało bólu, a jedynie lekką dezorientację.
Przysięgłabym, że na krótką chwilę czas się zatrzymał, a wtedy coś się ode mnie oderwało i cofnęło się na klatkę schodową. Automatycznie odwróciłam się w tamtą stronę, a moje spojrzenie spoczęło na zarysie postaci stworzonym z mgły wymieszanej ze światłem. Mrugnęłam, a czas znów zaczął płynąć.
Wydawało się, że Jared niczego nie zauważył i po prostu zamknął drzwi, oddzielając mnie od tamtej istoty, co przyniosło mi swego rodzaju ulgę – jakby wszystkie negatywne odczucia zniknęły razem z nią.
Zrobiłam głęboki wdech, zdając sobie dopiero sprawę, że przecież znalazłam się w mieszkaniu tak naprawdę obcego faceta, a na dodatek nikt o tym nie wiedział. Na domiar złego zamiast odebrać od Dahlii telefon, gdy dzwoniła, to wciąż ją ignorowałam, bo jakaś chora część mnie twierdziła, że ona na to zasłużyła.
Moje serce podjęło szybszy rytm, gdy Jared, przechodząc obok, otarł się o mnie ramieniem. Przełknęłam z trudem ślinę i nieśmiało podniosłam na niego wzrok.
– Idziesz? – Spojrzał na mnie przez ramię, unosząc wysoko brwi.
– Yhm... – mruknęłam i, zakładając kosmyk włosów za ucho, zsunęłam trampki z nóg. Ustawiłam je równo obok butów Jareda i wtedy też zauważyłam, że moje dłonie wyglądały zupełnie normalnie. Wyprostowałam się i ruszyłam w głąb mieszkania, zaplatając ręce na piersi. – Nie chciałabym ci przeszkadzać, jeśli jesteś zajęty...
– Nie jestem – odparł, przerywając mi napiętym tonem, ale po chwili odetchnął głęboko, i ściągając ręcznik z oparcia kanapy, uśmiechnął się lekko. – Po prostu nie spodziewałem się... gości.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem, choć wcale tak nie było. Podświadomie wiedziałam, że stanowiłam dla niego problem. Przeze mnie miał nieprzyjemności, a moja obecność w jego mieszkaniu mogła przynieść mu kolejne kłopoty. Przynajmniej sądziłam, że on tak myślał, bo przecież to wydawało się naturalnym odruchem kogoś z taką przeszłością.
Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam sama. Korzystając z okazji, rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znalazłam. Ogromny pokój z aneksem kuchennym prezentował się zachęcająco. Może nie był ani tak przytulny, ani nowoczesny jak te z magazynów Dahlii, ale miał w sobie to coś. Tego odczucia nie psuło nawet urządzenie do ćwiczeń, które stało w kącie – powiedziałabym, że pasowało idealnie do surowego wystroju tego miejsca.
Powiodłam wzrokiem po wysokim suficie, przyglądając się zdobieniom przy łączeniach ze ścianami. Nawet one, choć z innych czasów, komponowały się z całością idealnie. W takim miejscu mogłabym mieszkać.
– Co tak stoisz? – Wzdrygnęłam się na głos Jareda, a w kolejnej sekundzie na moich policzkach rozlał się rumieniec. – Siadaj.
Znów zmieszana ostrożnie podeszłam do dużego narożnika. Spojrzałam na niską ławę, po czym przeniosłam wzrok na Jareda, który właśnie się wygodnie rozsiadł.
– Chyba ci jednak przeszkodziłam. – Wskazałam głową na karton z pizzą i butelkę.
– Co ty. – Sięgnął po piwo. – Trafiłaś idealnie na obiad, a raczej kolację. Masz ochotę?
– Nie, dziękuję – odparłam nieśmiało, a wtedy moje własne ciało postanowiło mnie zdradzić i głośno zaburczało mi w brzuchu.
– A co do picia? – Jared zaśmiał się i wstał. – Kawę? Herbatę? Soku?
– Naprawdę nie trzeba... – Odwróciłam się w stronę kuchni, w której on już był i właśnie posyłał mi minę, która mówiła jasno, że nie przyjmie odmowy. – Soku.
– Świetnie – odparł krótko, a ja zrezygnowana usiadłam.
Ułożyłam dłonie płasko na kolanach i poruszałam nieustannie palcami. Przestałam dopiero, gdy Jared postawił na ławie przede mną szklankę i talerzyk. Podniosłam na niego spojrzenie, ale niemal od razu odwróciłam wzrok. Przygryzłam dolną wargę, walcząc sama ze sobą i ze swoimi myślami.
– Czy mógłbyś się ubrać? – wypaliłam, czerwieniąc się jak piwonia w rozkwicie.
Spojrzałam na Jareda, który spoglądał na mnie spod uniesionych brwi z przystawioną do ust butelką, którą próbował zamaskować uśmiech, co niezbyt mu się udało. W końcu odstawił piwo na ławę i wstał. Gdy wychodził z pokoju, ja nie odrywałam wzroku od jego pleców. Mięśnie tańczyły pod skórą przy każdym kroku, ale bardziej niż jego ciało fascynowały mnie tatuaże, które je zdobiły.
Na pierwszy rzut oka nic ich ze sobą nie łączyło – jakieś napisy w nieznanym mi języku, sylwetki zwierząt, czyjaś twarz i czaszka, pióra, nawet smok. Jednak między tymi wszystkimi obrazami przewijały się dziwne znaki, które wydawały się być znajome. Niestety nie potrafiłam odnaleźć w pamięci czegokolwiek, co naprowadziłoby mnie na odgadnięcie ich znaczenia.
– Nie jesz?
Zamrugałam wyrwana z zamyślenia i podniosłam wzrok na Jareda, który, wchodząc do salonu, wciągał przez głowę koszulkę. Dopiero teraz zauważyłam, że na jego szyi wisiał rzemyk z czerwonym kryształkiem. Przekrzywiłam głowę, chcąc przyjrzeć się wisiorkowi, ale w kolejnej sekundzie zniknął pod ciemnym materiałem.
Gdy Jared siadał na kanapie, ja sięgnęłam po kawałek pizzy, a wtedy on się uśmiechnął i zrobił to samo. Przez kilka minut po prostu jedliśmy, w ogóle się nie odzywając, ale nie przeszkadzało mi to. Dobrze się czułam w jego towarzystwie, a początkowy niepokój po prostu zniknął.
Przełknęłam kęs pizzy i, robiąc głęboki wdech, spojrzałam na Jareda, który jakby to wyczuł, podniósł na mnie wzrok.
Dziękuję za... – przerwałam, bo głos mi się załamał. Odchrząknęłam i na moment przymknęłam powieki, a gdy je uniosłam, słowa same wypłynęły z moich ust. – Dziękuję za uratowanie życia i przepraszam za policję. Dahlia nie powinna wskazywać na ciebie, skoro jej tam nie było i nie widziała, co się stało.
Jared skinął mi głową. Sięgnął po butelkę, z której wziął spory łyk, po czym odstawił ją na blat i zaczął odrywać nalepkę od szkła. Wyglądał, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał, a ja podświadomie wiedziałam, co mu chodziło po głowie. Modliłam się w duchu, żeby o nic nie wypytywał, ale były to złudne nadzieje. Przekonałam się o tym, gdy Jared znów na mnie spojrzał.
A co się właściwie wydarzyło? – zapytał z dozą ostrożności, jakby przeczuwał, że odpowiedź nie należała do normalnych.
– Nie wiem – skłamałam i, odwracając wzrok, przygryzłam wargę. Westchnęłam ciężko, zamykając oczy. Potrząsnęłam głową, a wtedy kilka kosmyków opadło mi na twarz. Odruchowo zagarnęłam je do tyłu. Nie chciałam go okłamywać, bo w jakiś pokręcony sposób ciągnęło mnie do niego. Bałam się, że gdy tylko dowiedziałby się o mnie prawdy, to zacząłby traktować mnie jak wszyscy, co ją znali. Cholernie brakowało mi normalnych relacji, a on mi taką zapewniał, choć kruchą i niezdarną. – Pamiętam, że też chciałeś kawę. Szłam z kubkiem... Chyba się potknęłam i na niego upadłam. Niewiele z tego pamiętam...
Nie wierzył mi. Miał to wypisane na twarzy, jednak nic nie powiedział, tylko przytaknął. Zastukał palcami lewej dłoni o blat, intensywnie się w nie wpatrując. Po chwili oparł się wygodnie z butelką w ręce i zmierzył mnie przeciągłym spojrzeniem.
– Chciałem cię odwiedzić, ale sama rozumiesz... – Napił się piwa, po czym zmrużył oczy. – Jak w ogóle się czujesz?
– Dobrze – odparłam ostrożnie i sięgnęłam po sok. – Po rozcięciach nie ma śladu, nic mnie nie boli, więc jest naprawdę dobrze.
– A... Nie zrozum mnie źle, bo miło cię widzieć, ale skąd miałaś adres? Dan nie wie gdzie mieszkam, a jeśli nawet, to wątpię, żeby ci powiedział.
– Emm... – Uśmiechnęłam się lekko zakłopotana i, wzruszając ramionami, spojrzałam na Jareda. – Byłam złożyć zeznania i na chwilę zostałam sama z aktami, więc...
– Zwinęłaś mój adres z policyjnego biurka? – Uniósł brwi i przystawił butelkę do ust. – No ładnie...
Poczułam, jak znów zaczęłam się czerwienić, ale nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Rozluźniłam się, gdy i Jared uśmiechnął się szeroko. Wskazał głową na otwarty karton i sam sięgnął po pizzę. On w przeciwieństwie do mnie nie kłopotał się czymś takim jak talerz; składał trójkątny kawałek na pół i po prostu jadł. Gdy ja próbowałam tak zrobić, to ciasto w swej złośliwości wyginało mi się w drugą stronę.
– Długo tu mieszkasz? – zapytałam, znów rozglądając się po pomieszczeniu.
– Jakiś czas – odparł, wodząc wzrokiem po ścianach. – Powoli zaczyna tu wyglądać.
– Jest naprawdę ładnie – zapewniłam z przekonaniem, na co on się zaśmiał.
Dobrze, że nie widziałaś reszty mieszkania, bo byś zmieniła zdanie, ale jeszcze trochę i wszystko będzie tak, jak powinno. Jeszcze soku? – Wstając, wyciągnął dłoń po szklankę, którą bez słowa sprzeciwu mu podałam. – Zresztą sama kamienica nie wygląda zachęcająco, a klatka schodowa to jakaś masakra. Aż dziw, że odważyłaś się tu wejść.
– Nie jest najgorzej... – zaczęłam, ale widząc minę Jareda, która bez dwóch zdań świadczyła o powątpiewaniu w moje słowa, westchnęłam głośno. – Masz rację... Klatka wygląda strasznie.
– No... – Podał mi szklankę, a świeże piwo postawił na ławie. Z kieszeni dresowych spodni wyciągnął paczkę papierosów, po czym jednego wsadził do ust. – Palisz?
– Nie.
– I dobrze, kobiety nie powinny palić. – Uśmiechnął się lekko i, bawiąc się zapalniczką, ruszył w stronę dużych okien, gdzie jedno z nich okazało się drzwiami. Wyszedł na balkon i dopiero wtedy odpalił papierosa. Gdy oparł się plecami o balustradę, nasze spojrzenia znów się spotkały. – Jesteś inna niż Dahlia. W sensie wizualnym. Gdybym nie wiedział, nigdy bym nie powiedział, że jesteście siostrami.
– Nie jesteś pierwszym, który tak stwierdził. – Uśmiechnęłam się słabo i podeszłam do wyjścia na balkon, jednak na niego nie wyszłam. Przez chwilę po prostu przypatrywałam się obłokom dymu, które opuszczały męskie usta. – Siostrami jesteśmy tylko w połowie. Dahlia jest podobna do naszej mamy, a ja do swojego ojca. Z mamy nie mam nic.
– Rozumiem. – Skinął głową, zaciągając się papierosem. – A skoro tu jesteś, to domyślam się, że nie potwierdziłaś oskarżeń Dahlii?
– Przepraszam... – Zasłoniłam usta dłonią, a moje oczy jak nic przypominały spodki od filiżanek, gdy uświadomiłam sobie, że nie powiedziałam najważniejszej rzeczy, z którą de facto przyszłam. – Tak, wyjaśniłam, że nic mi nie zrobiłeś, tylko pomogłeś. A to wszystko to nieporozumienie.
Żałuj, że nie widzisz swojej miny. – Jared wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, wyjmując papierosa z ust i gasząc go w popielniczce.
Znów się zaczerwieniłam, ale nie byłam pewna, czy przez jego wzrok wbity w moją twarz, czy dlatego, że zrobiło mi się głupio. Ale w sumie nie miało to większego znaczenia. Przy nim czułam się swobodniej niż przy kimkolwiek innym. A przede wszystkim jego obecność nie działała mi na nerwy, choć może to przez to miejsce? Chciałam, żeby moje samopoczucie polepszało się za sprawą Jareda, jednak nie zapomniałam o mglistej postaci, która została przed drzwiami mieszkania. Zwłaszcza że przeczucie mówiło mi, że tę istotę coś ze mną łączy.
Odsunęłam się od wejścia na balkon, żeby wpuścić Jareda. Bezwiednie spojrzałam na niebo, na którym leniwie, ale jednak nieubłaganie przesuwało się słońce. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że było tak późno, a przecież czekał mnie jeszcze spacer na drugi koniec miasta, który według nawigacji powinien zająć niecałe trzy godziny.
– Pójdę już. – Odwróciłam się w stronę Jareda, który właśnie zamierzał usiąść na kanapie.
– Chyba się nie obraziłaś, co?
– Nie. – Uśmiechnęłam się lekko. – Po prostu chcę wrócić, zanim zrobi się ciemno.
– Przecież... – Popatrzył na zegarek wiszący w kuchni, po czym przeniósł zaskoczone spojrzenie na mnie. – Tylko nie mów, że wracasz na piechotę?
– Yhm – przytaknęłam i ruszyłam w stronę małego korytarza.
– Zaczekaj, odwiozę cię. – Z przyciśniętą butelką do ust poszedł do kuchni, gdzie z blatu wziął klucze i telefon.
– Przecież piłeś. – Wskazałam głową na piwo, które właśnie odstawił.
Bezalkoholowe. – Uśmiechnął się półgębkiem i, chowając komórkę do kieszeni, stanął naprzeciw mnie. – To jak? Pójdziesz dobrowolnie, czy mam siłą zaciągnąć cię do samochodu?
Może powinnam wystraszyć się jego słów – w końcu za niewinność nie zamykają, ale gdy patrzyłam w jego oczy, w których błyszczały radosne iskierki, nie odczuwałam strachu.
– Pójdę dobrowolnie. – Zaśmiałam się cicho, unosząc dłonie, jakbym się poddawała. – Czy ty kiedykolwiek przyjmujesz odmowę?
– Nie – odpowiedział natychmiast, wciągając na bose stopy adidasy. Wyprostował się i znów patrzył na mnie z góry, przekrzywiając przy tym odrobinę głowę. – Raczej nigdy mi się to nie zdarzyło, chociaż może... nie, wtedy też stanęło na moim.
Śmiejąc się pod nosem, założyłam trampki. Jared otworzył drzwi, a ja stanęłam naprzeciw mglistej istoty o kobiecych kształtach. Starałam się dostrzec twarz albo jakiś konkretniejszy zarys, ale nie było to możliwe. Opary wciąż się poruszały, zmieniając swoje zabarwienie, które tylko utrudniało dojrzenie jakiegoś szczegółu.
Gdyby nie mężczyzna, który znajdował się za moimi plecami, to na pewno nie wyszłabym z mieszkania. Ba! Cofnęłabym się i zatrzasnęłabym drzwi! Ale on był za mną i czekał, aż w końcu się ruszę.
Wstrzymując oddech i zamykając oczy, wyszłam na klatkę schodową. Tym razem nie poczułam szarpnięcia, jedynie delikatny zawrót głowy. Uniosłam powieki, a moje serce przyspieszyło. Postać z mgły zniknęła, a do mnie wróciły wszystkie te uczucia, których nie chciałam czuć.

Wpatrywałam się w migający kursor przez kilka dobrych minut, zastanawiając się co Wam napisać. Pojawił się rozdział, który... ehm... odnoszę wrażenie, że jest nudny. Z jednej strony podoba mi się, bo naprawdę potrzebowałam go, żeby sprecyzować (w tej chwili tylko sobie^^) relację Blanki i Jareda. Jednak z drugiej mam ochotę samą siebie zapytać jak, do cholery, można tak długo włazić na trzecie piętro?! Wątpliwości mam również do samego dialogu, bo jest jaki jest. Za wiele nie gadali, no ale to przecież Blanka – ona praktycznie w ogóle nie rozmawia z ludźmi... 
A w tajemnicy powiem, że się po prostu boję, że to spotkanie wyszło mi strasznie sztucznie i wymuszenie... 
Tyle w kwestii rozdziału... Ogólnie za mną ciężki tydzień pod względem emocjonalno-psychicznym (cieszę się jak dziecko, że już piątek!) i może dlatego mam takie jakieś mało optymistyczne podejście. Miejmy nadzieję, że przyszły tydzień będzie lepszy i na rozdział spojrzę łaskawszym okiem, choć opinię (tę najbliższą mojemu <3 ^^) pozostawiam jak zawsze Wam. 
Dziękuję za wejścia i komentarze! Mówiłam już, że jesteście wspaniali? Nie? To mówię – jesteście wspaniali! :3


5 komentarzy:

  1. Jestem, jestem! Z lekkim poślizgiem, ale zawsze jestem! Ostatnie dni byłam zawieszona w czasoprzestrzeni, ale już biorę się do życia. :D
    Szczerzyłam się jak głupia, gdy czytałam ten rozdział. Nie był nudny, nawet bardzo mi się podobał. Uwielbiam te momenty, w których historia odrobinę zwalnia i jest czas na rozwój relacji. I ja sama mogłam ułożyć sobie w głowie relację tej dwójki. Wcale nie zawiodłam się na rozdziale. Dialogi jak dla mnie były w porządku, jeśli miały ukazywać niezręczność między nimi. Czytałam je z szerokim uśmiechem. ;)

    I nie było ćmy! Hi-hi-hi!
    Ja dzisiaj tak krótko, bo brakuje mi zupełnie weny do życia, a tym bardziej do pisania czegokolwiek. A tymczasem lecę do BO! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że postrzegasz ten rozdział lepiej niż ja. W ogóle to teraz ja się szczerzę, że Ci się podobał. ^^
      Tak, tak... dialog zdecydowanie miał wyjść niezręcznie, albo raczej miał ukazać niezręczność między tym dwojgiem – właśnie tak jak to ujęłaś. Więc w ogóle się cieszę jak dziecko, że to widać. :3

      Racja, ćmy nie było, ale się nie przyzwyczajaj. xD

      Usuń
  2. Tekstu nie sprawdzałaś, a mimo to w żadnym z dwóch rozdziałów nic mnie po oczach nie uderzyło tak, żeby oślepić, więc chyba powinnaś być z siebie dumna ;) Czasami jak poprawiam swoje to zastanawiam się kto to pisał, bo ja nie wiem o co kaman :D
    Mi się oba rozdziały podobały, ale chciałabym więcej Limbo i cieni i w ogóle, ja opowiadam się za ciemną stroną mocy, nic nie poradzę. Takich rozdziałów z Jaredem i Blanką też możesz naprodukować, bo po pierwsze primo, są potrzebne, a po drugie primo (tylko nie mów nikomu, że ja się przyznałam do takich ludzkich uczuć ;) ) kibicuję im, haha :D Wincyj, pani, wincyj!
    No, zastanawiam się co tak naprawdę skłoniło Daniela do takiej zmiany zachowania, bo on od samego początku nie był typem gościa, który urazy chowa do kieszeni i wyrzuca przy najbliższym śmietniku.
    Jak już mówiłam - WINCYJ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jep, jestem z siebie dumna! xD
      Zapewniam Cię, że nie Ty jedna. ^^
      Spoko, ciemna strona mocy będzie, ale no cóż... czasami muszę od niej trochę odpocząć, nie? Limbo się dopiero rozkręci, więc mam nadzieję, że będziesz zadowolona. Ty?! Chcesz więcej Blanki i Jareda razem?! O_o Świat się kończy! xD
      W kwestii Daniela nic się nie zmieniło, nadal jest takim gościem, jednak bardziej chodziło mu o brata. Mimo wszystko nie chce dla niego źle – co będzie poruszone później, więc możesz uznać to za mini spojler. ;)
      Dzięki Ci za komentarz! ^^

      Usuń
  3. No i jestem na bieżąco. Nie powiem, źle mi z tym, więc po cichu liczę, że dwunastka już się tworzy ;___:
    Lubię Jareda. Po tym rozdziale jedynie się w tym przekonaniu utwierdziłam – ma w sobie coś takiego, co wzbudza sympatię. Zresztą widać, że nie tylko ja tak uważam, bo starszy pan z klatki schodowej też tak uważa. Miłe zaskoczenie, bo w pierwszym odruchu spodziewałam się reakcji w stylu „Łolaboga, dziecko, uciekaj, toż to morderca przecież!”, zwłaszcza że starsi ludzie lubią plotkować. Tutaj aż się uśmiechnęłam.
    Nie no, cudowna okolica! Piękny blok i w ogóle. Aż zaczęłam się zastanawiać, co jest nie tak z tym zamurowanym mieszkaniem naprzeciwko tego Jareda, bo wprowadziło fajny klimacik xD
    Hm… Ciągle zastanawiają mnie te dziwne „ruchy”, których doświadcza Blanka. To tak, jakby coraz silniej trwała między tymi dwoma światami – Limbo i rzeczywistością. Nikt tego nie widzi, ale ona tkwi na granicy aż do tego stopnia, że nawet jej ciało zachowuje się tak, jakby chciało przybrać tę „inną” formę. Albo to po prostu ja bredzę od rzeczy.
    Ciekawa sprawa z kobietą, którą zostawiła przed drzwiami Jareda, a która wydawała się odpowiadać za wszystkie negatywne emocje. Jak to interpretować? To oznacza, że w mieszkaniu jest coś, co zablokowało ten cień? Bo sądzę, że to cień – coś podobnego do istot, które widywała przy ludziach na ulicy. Powiedziałabym, że w Jaredzie jest coś, co odpędziło tę istotę razem z jej negatywnym wpływem, ale z drugiej strony… Wróciła, kiedy oboje wyszli z mieszkania, więc to chyba nie to. Hm…
    Sama rozmowa na swój sposób niezręczna, ale z pewnością… interesująca. Blanka się zawstydziła, no! W sumie nic dziwnego, bo nie na co dzień wpada się na wpół nagiego faceta ;> Ogólnie mam wrażenie, że ona się przy nim rozluźnia i zachowuje bardziej po ludzku. Rozumieją się, co wspominałam już wcześniej. Zresztą ona sama twierdzi, że nie chciałaby stracić tej relacji, bo to jedyna typowo towarzyska, którą ma – bez oceniania i świadomości, że druga strona ma ją za wariatkę. Oni ogólnie do siebie pasują, a przynajmniej ja mam takie wrażenie. Ot dwa wyrzutki, które mogą sobie nawzajem pomóc.
    Teraz pozostaje mi czekać na to, jak się między nimi będzie układać. Czemu mam wrażenie, że dojdzie do konfrontacji z Dahlią? Teraz wydzwania i się martwi, a Blanka wróci w towarzystwie Jareda… Przeczuwam burze, co przy ostatnich przebłyskach „innego” charakteru Blanki, mogłoby być… co najmniej ciekawe. Ale zobaczymy, co tam wymyśliłaś :D
    Czekam na więcej. I na moment, w którym Jared zostanie wtajemniczony – prędzej czy później. Jakoś nie wątpię, że do tego dojdzie.
    Weny i czasu, bo tego zawsze brakuje!

    Nessa

    OdpowiedzUsuń